wtorek, 30 kwietnia 2013

CARPE DIEM

     Życie ciągle mnie zaskakuje... Gdyby ktoś mi kiedyś przepowiedział taką przyszłość jaką mam- powiedziałabym, że  jest  zwariował!
Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o dużej rodzinie i wspaniałym mężu, który będzie mnie kochał do końca życia- do głowy by mi nie przyszło, że mężczyzna z którym będę chciała stworzyć rodzinę w rzeczywistości okaże się  egoistą i oszustem. Marzyłam o gromadce dzieci i spokojnej starości- ale zaraz zaraz dlaczego w moich marzeniach nie było  smutku, cierpienia, wyrzeczeń- Ba! nawet pracy tam nie było... Dziecko to czysty i trzeźwo myślący cud natury, potrafi sobie wyobrazić wszystko czego tylko zapragnie jego dusza i nie przejmuje się przeciwnościami losu... Od pewnego czasu całą moją nadzieję i dobry humor staram się czerpać od mojego 5-letniego synka. To właśnie on pokazuje mi na nowo świat i właśnie przez taki pryzmat chce na ten świat patrzeć- dostrzegać wyraziste barwy, wady i zalety i potrafić zrównoważyć dobro ze złem. Carpe Diem- czyli Chwytaj Dzień- tak właśnie robię- staram się każdego dnia znaleźć dla siebie punkt zaczepienia, przypadkowy uśmiech, zakochana parę przechodzącą po drugiej stronie chodnika, zadowolone dziecko, szczęśliwą kobietę, która uśmiecha się do siebie nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Tworzę mapę myśli i wyznaczam trasę pozytywnego myślenia. Staram się patrzeć na wszystko co mnie otacza- pozytywnie lecz  realnie. Codziennie  modlę się do Boga dziękując mu za naukę jakiej mi udziela każdego dnia. Pokładam w niej całą moją nadzieję i pewność, że warto ŻYĆ i kochać życie...

środa, 24 kwietnia 2013

Przyjaźń...

        Myślę, że każdy się ze mną zgodzi, że nie ma lepszego lekarstwa na smutki i problemy jak prawdziwy i bezinteresowny przyjaciel, który nas wysłucha:) Tak Kinia mówię o Tobie- troszkę mnie wzięło na refleksję...
   Z wielu swoich wyborów życiowych jestem zadowolona, wiele "rzeczy" mi również nie wyszło, ale bardzo się cieszę, że zupełnie przez przypadek trafiłam do Konińskiego COSINUSA:) Tam właśnie poznałam moją najfajniejszą Kumpelę. Często wspominam sobie czasy gdy razem uczyłyśmy się rachunkowości, albo chodziłyśmy na wagarki:) FAAAjnie było się powygłupiać i pożartować, bo z nikim nie gada mi się tak dobrze jak z Tobą:) Szkoda, że tak rzadko się widzimy... Aha, odnoszę wrażenie, że ccos nie mamy szczęścia- wiesz o czym mówię- i tak sobie pomyślałam- chrzanić to szczęście, które pewnie i tak nam się w końcu trafi... Jeśli chodzi o mnie to biorę się za siebie! Dzisiaj przebiegłam 2 km za rowerem Ibrahima i zdałam sobie sprawę z jednego faktu: mam wszytko czego potrzebuję: zdrowie miłość rodzinę i przyjaciółkę. Każda z tych wartości jest troszkę okrojona i niepełna może tak jakbym sobie tego życzyła, ale kurcze przecież, to nie o to w życiu chodzi, żeby mieć wszytko co nam się wymarzy... Ktoś mi kiedyś powiedział piękną sentencję: Cieszmy się z każdej chwili- dobrej i złej, bo każda uczy nas czegoś nowego- Daje lub odbiera siłę do dalszej walki, ale zawsze umacnia:) No więc cieszy i wspierajmy się koleżanko Droga i wmawiajmy sobie jak dotychczas: co nas nie zabije to nas wzmocni:P

wtorek, 16 kwietnia 2013

A ja czekam i do ciebie wciąż wołam, Ciebie wzywam z daleka...

    Są chwile kiedy budzę się w nocy i bardzo się boję.... Ogarnia mnie paraliżująca samotność i wtedy bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje kogoś kto mnie pokocha, kogoś kto przytuli mnie zaraz po okropnym koszmarze, kogoś kto po prostu przy mnie będzie...
Wszystko co zdarzyło się w moim życiu czegoś mnie nauczyło, z każdej z tych nauczek starałam się wyciągać wnioski, wiele bólu kosztowało mnie rozstanie z toksycznym związkiem. Rozpaczanie zmieniło mój charakter, nie byłam już taka jak dawniej, ale pewnego dnia coś się zmieniło- podniosłam głowę i spojrzałam na świat z innej perspektywy- i poczułam się wolna, obiecałam sobie, że od tego czasu będę panować nad swoimi emocjami, że krok po kroku nauczę się  nie płakać co noc w poduszkę.... Udało mi się, małymi krokami wzmocniłam swój charakter, szukałam dla siebie pasji, zajęcia które sprawi, że zapomnę o żalu, wyrzutach i bezpodstawnym poczuciu winy. Od tego czasu wszystkie uczucia chowam w sobie, staram się nie obarczać nikogo z bliskich moimi problemami czy rozterkami- przez to przez wielu członków mojej rodziny uchodzę za nieczułą i zdystansowaną i pewną siebie... 

        Tak nie jest- jestem uczuciowa, delikatna i przerażona, ale wszystkie te emocje trzymam głęboko w sobie bo panicznie boję się, że ktoś znowu mnie zrani... Z jednej strony czekam na miłość i bardzo jej pragnę ale z drugiej boję się, że mężczyzna, z  którym być może będę, nie będzie potrafił zaakceptować mnie takiej jaką jestem...



Boję się, że pewnego dnia wszystko stracę,  przeraża mnie myśl która coraz częściej siedzi mi w głowie; myśl, że powoli tracę moją jedyną siostrę... Odległość jaka nas dzieli jest ogromna ale to nie wszystko, coś się zmieniło- Nie wiem może to ja się zmieniłam, może to ty się  zmieniłaś Kasiu.. Pewnie obie się zmieniłyśmy, bo strasznie dużo się zdarzyło przez ten ostatni rok.
Chciałabym, żebyś wiedziała, żebyś nigdy nie wątpiła jak bardzo Cie kocham, i że zawsze będę po Twojej stronie, nawet gdy będę mieć odmienne zdanie. 

Jedno jest pewne: całe życie dążymy do spełnienia naszych marzeń, do bycia szczęśliwym tak po prostu, a może warto byłoby przestać szukać i rozejrzeć się wokoło? Może ktoś już na nas czeka ?

piątek, 12 kwietnia 2013

Bodziec czyli uczucie, czynnik fizyczny lub biochemiczny powodujący specyficzną reakcję receptorów nerwowych lub innej komórki...

Olśniło mnie Dzisiaj... Podczas służbowego wyjścia miałam okazję zaczerpnąć prawdziwie pachnąco wiosennego powietrza i porozmyślać "o wszystkim i o niczym" i właśnie wtedy mnie olśniło mnie olśniło...
      To  pytanie przyszło dosłownie  znikąd, ale skłoniło mnie do napisania tego posta: "jak tzw chemia czyli buzujące we mnie hormony wpływają na odbieranie przeze mnie świata i relacje z innymi ludźmi, oraz jak ta chemia wpływa na moje zdanie nt konkretnych ludzi". 
                   Pierwszego mężczyznę poznałam w bardzo dziwny sposób... Tak naprawdę zanim jeszcze go poznałam już wyrobiłam sobie o Nim niezbyt dobre zdanie, a było to spowodowane pewną sytuacją, która dotyczyła zarówno mnie jak i jego. Znacie pewnie nie jedną historię z serii "ktoś powiedział, że on powiedział, że ona mu powiedziała, bo on jej powiedział...", czyli tzw plotka- królowa głupizny:P Czyli moje zdanie na temat tego mężczyzny było zdecydowanie negatywne. Zadziałał Bodziec emocjonalny- niewłaściwy;nieadekwatny- właśnie tak bym to nazwała, a po nim nastąpił kolejny...
Zobaczyłam go- kilkanaście sekund sprawiło, że świat obrócił się do góry nogami!- zadziałał zupełnie inny Bodziec- chemiczny, seksualny... Moja głowa oszalała od natłoku myśli mimo że rozum mówił- to nie będzie możliwe- On z pewnością nie jest dla ciebie Karola- emocje, hormony podpowiadały coś zupełnie innego...
     Poszłam po rozum do głowy- wygrałam sama z sobą i to jest moje małe zwycięstwo... Nie poddałam się swoim emocjom i one w końcu ustąpiły, a zaraz po nich stało się coś dziwnego. Perspektywa z której patrzyłam na tego faceta diametralnie się zmieniła- już nie tworzyłam sobie MOVIES /romantyczne przypadkowe, tworzone w mojej głowie historyjki ze mną i z nim w roli głównej/ i zaczęłam go postrzegać jak resztę otoczenia. Nie widziałam już kwiatków, chmurek i serduszek tylko człowieka ze skóry i kości.. Normalnego mężczyznę, który w rzeczywistości "nie chemicznej" pewnie w ogóle by do mnie nie pasował- Pojawia się tylko pytanie- czemu mój organizm tak zareagował akurat na tego faceta?

        Drugiego mężczyznę poznałam w dokładnie tym samym czasie- BA NAWET W TYM SAMYM DNIU I MIEJSCU! Chemia nie zadziałała...- fajny facet, pomyślałam- nic poza tym. Widywałam go praktycznie codziennie i z dnia na dzień "coś" zaczęło się zmieniać... moje postrzeganie Jego osoby się zmieniało... Coraz szerzej się do siebie uśmiechaliśmy.. Dzień liczyłam od spotkania do spotkania...Od spojrzenia do spojrzenia... od uśmiechu do uśmiechu. Tak naprawdę, w tym przypadku chemia dopiero teraz, po trzech miesiącach zaczyna działać, bynajmniej poczyniłam już wszystkie kroki żeby wiedział, że nie jest mi obojętny i nie wiele się w tej sprawie zmieniło... pYTANIE: dlaczego w tej sytuacji reakcja jest opóźniona i zdanie na temat tej osoby jest bardziej realne na pierwszy rzut oka?
Powoli zaczynam się godzić z "niemożliwością" spotkania z tym mężczyzną...Co ciekawe- w tym przypadku nie doszło do moich MOVIES... Nic sobie nie wyobrażałam, bo zupełnie wystarcza mi to co od niego dostaje.. Pewność, że wiem, że istnieje mężczyzna który bezinteresownie się do mnie uśmiecha jest wspaniała i życzę jej każdej kobiecie... Oczywiście wspaniale byłoby takiego mężczyznę mieś przy swoim boku, ale ja już dawno uporałam się z faktem, że nie można mieć wszystkiego:)
 ...
UŚMIECHAM SIĘ WIĘC I CZEKAM.

 

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Nierozważna, ale romantyczna:)

*** (Jestem Julią)

Jestem Julią
mam lat 25
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły
odeszła

Jestem Julią
na wysokim balkonie
zawisła
krzyczę wróć
wołam wróć
plamię
przygryzione wargi
barwą krwi
nie wróciła

Jestem Julią
mam lat tysiąc
żyję


***(I am Juliet)
I am Juliet
I am 25 years old
once I touched the love
it was bitter
like a cup of dark coffee
it increased
the rhythm of my heart
it provoked
my living body
it swayed my desires
and vanished
I am Juliet
on the high balcony
hanged
I shout come back
I call you back
I stain
my bitten lips
with blood
it is not back
I am Juliet
I am thousand years old
I am alive


        Czasami czuję, że tracę grunt pod stopami, że nie mam kontroli nad swoim życiem i swoimi czynami.. Tak czasami nie panuję nad tym co się ze mną dzieje, na tym co mówię i w jaki sposób wyrażam moją straszną samotność... Nie jestem sama, ale jestem samotna- tak właśnie się czuję... Jestem Julią, która ciągle czeka.. Kocham ten wiersz Haliny Poświatowskiej, bo właśnie tak się czuję- jak Julia, która poznała kiedyś smak miłości....
Ale wiem, że miłość jest nie tylko gorzka, ona jest jak tęcza.. ma wiele barw zarówno tych ciemnych jak i jasnych, może być słodka i niewinna, może być gorzka i porywcza, patologiczna lub platoniczna, szczera lub fałszywa... 
Bywa, że czuję się jak Julia, zupełnie jakbym miała tysiąc lat. Siedzi we mnie wiele smutnych wspomnień - wspomnień, które nie chcą odejść, tylko chowają się w ciemnych kątach mojej duszy.

    Przeznaczenia stawiało na mojej drodze różnych mężczyzn...
Poznałam Ból i Strach, Szczęście i Spełnienie najskrytszych marzeń - poznałam kilka odcieni miłości, ale żadna nie dała mi tego, czego nadal konsekwentnie szukam. Dużo czasu spędziłam na bezsensownym czekaniu na nierealną miłość.... Dużo czasu zajęło mi godzenie się z  faktem, że muszę przerwać toksyczny związek, który na dobre zepsuł moje relacje z rodzicami... dużo czasu zajęło mi pożegnanie się z wielką  16-letnią miłością...
    A teraz? no właśnie, jak jest ze mną teraz? Teraz czuję się wolna...wewnętrznie wolna i gotowa na nowe... 
    Czekam na miłość, na prosty, pełen uczuć związek. Czekam na poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że mam na kogo czekać.
Czekam, aż znajdzie się anioł, który wypełni pustkę w moim sercu:) Wierzę w przeznaczenie , więc wiem że fakt, że Ciebie poznałam nie był przypadkiem:)